Tydzień temu, w poniedziałek, Oskar zmarł w wieku zaledwie 20 lat wskutek obrażeń odniesionych w wypadku. W sobotę pożegnała go rodzina, przyjaciele, znajomi, koledzy z boiska i mnóstwo osób, które chciały być w tym dniu razem z jego bliskimi.
Rodzice nie powinni żegnać własnego dziecka. Nie ma słów, które są w stanie opisać ich ból. I nie ma też takich, które mogłyby ten ból ukoić.
Piłkarska droga Oskara
Pierwszy raz o Oskarze usłyszałem tak naprawdę kilka lat temu za sprawą Tomasza Stańczaka. Jego syn Igor trenował wtedy w Akademii Zagłębia Lubin. Dowiedziałem się, że razem z nim są tam także dwaj inni młodzi piłkarze z naszego powiatu, Oskar Kordus, wychowanek Korony Piaski, oraz Kacper Kaczmarek z Dąbroczanki Pępowo.
W 2021 roku cała trójka mogła cieszyć się z ogromnego sukcesu. Zagłębie Lubin zdobyło mistrzostwo Polski w Centralnej Lidze Juniorów U-15, po drodze pokonując w półfinale Legię Warszawa, a w finale Lecha Poznań.
Dzisiaj, patrząc na nazwiska z tamtych drużyn, widać, jak mocna była to rywalizacja. W Lechu grali między innymi Michał Gurgul i Wojciech Mońka, a kolegą Oskara w Zagłębiu był Marcel Reguła.
Właśnie do niego podczas sobotniego pożegnania nawiązał tata Oskara, pan Zbigniew. 21 września, dokładnie w dniu śmierci Oskara, Marcel otrzymał pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski. Pan Zbigniew powiedział, że jego kolega dostał powołanie do reprezentacji Polski, a Oskar do reprezentacji niebiańskiej.
Po latach spędzonych w Zagłębiu Lubin Oskar trafił do Warty Poznań. To kolejny klub, który w pewien sposób połączył go z ojcem, który przed laty również reprezentował Wartę.
Później przyszedł czas na powrót do domu. W 2024 roku, gdy 18-letni Oskar rozpoczynał seniorską przygodę w Koronie Piaski, jego tata napisał:
„Jak rozpocząć przygodę z seniorami, to w domu. Wykorzystaj ten czas najlepiej jak potrafisz. Powodzenia Synu.”
W Koronie spędził dwa sezony. Wychował się w tym klubie, a wcześniej jego barwy reprezentował również ojciec. Tego lata Oskar zrobił kolejny krok i został zawodnikiem Kani Gostyń. Znów był to klub dobrze znany panu Zbigniewowi, który także przed laty grał w Kani.
Ojciec i syn zagrali więc w barwach tych samych klubów, Korony Piaski i Kani Gostyń. Połączyła ich też Warta Poznań.
Oskar zdążył rozegrać w Kani tylko kilka spotkań. Jeszcze w sobotę przed wypadkiem biegał po boisku w meczu z Pogonią Nowe Skalmierzyce. Dwa dni później wydarzyło się coś, czego nikt nie był w stanie przewidzieć.
Piłka była z nim od najmłodszych lat
Podczas sobotniego pogrzebu pan Zbigniew pożegnał syna w sposób, którego trudno było słuchać bez wzruszenia.
Mówił o Oskarze takim, jakim znała go rodzina. O miłości do piłki, która zaczęła się właściwie od najmłodszych lat. O tym, jak razem z bratem niemal każdą wolną chwilę spędzali z piłką. O wspólnym oglądaniu niedzielnych meczów.
Wspominał o jego pogodzie ducha i umiejętności rozładowania atmosfery. O pięknej relacji z dziewczyną. O zwykłych chwilach, które po takiej tragedii nagle stają się bezcennymi wspomnieniami.
Cieszył się również, że w tym sezonie może oglądać syna grającego na gostyńskim stadionie. Na boisku, które zna tak dobrze i z którym sam jest związany od wielu lat.
Mieli też wspólny plan. W tym roku chcieli polecieć do Mediolanu, żeby zobaczyć mecz na stadionie San Siro, który niedługo przestanie istnieć. Tego wspólnego wyjazdu nie udało się już zrealizować.
Na pogrzebie Oskara zabrzmiało natomiast „You’ll Never Walk Alone”, hymn ukochanego przez niego Liverpoolu. Dwukrotnie podczas swojego pożegnania pan Zbigniew wypowiedział słowa:
„Panie Boże, tak się nie robi”.
W tych kilku słowach było wszystko. Ogromny żal, bezsilność i ból rodziców żegnających własnego syna.
Kiedy jedni płaczą, ktoś inny dostaje szansę na życie
Był jednak podczas tego pożegnania jeszcze jeden niezwykle ważny moment. Rodzice Oskara zdecydowali się oddać jego narządy do przeszczepu, żeby inni ludzie mogli dzięki nim żyć.
Pan Zbigniew mówił o tym, że dzisiaj ich rodzina płacze, ale gdzieś w tym samym czasie ktoś inny może się cieszyć. Przed laty rodzina Kordusów sama znalazła się po drugiej stronie podobnej historii. Wtedy to oni mogli się cieszyć, podczas gdy gdzieś inna rodzina przeżywała stratę bliskiej osoby. Teraz role się odwróciły.
Trudno nawet wyobrazić sobie podjęcie takiej decyzji w chwili, gdy świat rodziców właśnie się zawalił. Tym większy budzi ona szacunek. Nie zmniejszy ich bólu. Nic go nie zmniejszy. Ale dzięki Oskarowi inni ludzie dostali szansę na dalsze życie.
Może kiedyś, w którymś z najtrudniejszych dni, pojawi się również taka myśl, że gdzieś żyje człowiek, który dostał od Oskara coś najcenniejszego.
Stadion tuż obok
Oskar spoczął na cmentarzu w Piaskach. Tuż obok stadionu Korony, na którym zaczynał swoją piłkarską drogę i na który dwa lata temu wrócił jako senior.
Kilka godzin po pogrzebie na to boisko wyszli jego byli koledzy. Tego dnia wynik naprawdę nie był najważniejszy. Piłkarze i sztab Korony założyli koszulki ze zdjęciem Oskara. Była minuta ciszy, a kibice odpalili race ku jego pamięci. Później rozpoczął się mecz z Centrą Ostrów Wielkopolski. Korona wygrała 1:0, a zwycięstwo zadedykowała Oskarowi.
W weekend dla niego grały także inne drużyny Korony i Kani. Seniorki Kani zadedykowały mu swoje zwycięstwo, podobnie zrobiły zespoły młodzieżowe. Trampkarze Kani wyszli w koszulkach z nazwiskiem Kordus i numerem 3, tym, z którym Oskar występował w tym sezonie w Gostyniu. Tak sport próbował pożegnać jednego ze swoich.
Pamięć nie powinna zniknąć
Na jakiekolwiek deklaracje jest zapewne jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Dzisiaj najważniejsi są rodzice, brat, dziewczyna i wszyscy najbliżsi Oskara. Dobrze byłoby jednak, żeby za kilka miesięcy czy kilka lat jego nazwisko nadal było obecne w naszym lokalnym sporcie.
Może kiedyś jego imię otrzyma jeden z młodzieżowych turniejów. Może Kania Cup, podczas którego co roku na boisko wychodzą młodzi piłkarze. Może powstanie zupełnie inny pomysł. To tylko jedna z możliwości i na pewno nie tutaj powinny zapadać takie decyzje. Ważniejsze jest samo to, żeby pamięć o Oskarze nie skończyła się wraz z ostatnim gwizdkiem meczów rozegranych dla niego w miniony weekend.
Jego piłkarska droga zaczęła się na boisku w Piaskach. Później były Zagłębie Lubin, Warta Poznań, powrót do Korony i wreszcie Kania Gostyń. Miał dopiero 20 lat. Przed nim mogło być jeszcze tak wiele meczów, planów i kolejnych sportowych wyzwań.
Nieważne, czy ktoś jest osobą wierzącą, czy patrzy na świat zupełnie inaczej. Każdy próbuje sobie jakoś radzić z czymś, czego właściwie nie da się zrozumieć.
Chciałoby się wierzyć, że pan Zbigniew miał rację i Oskar znalazł już swoją niebiańską reprezentację. Może gdzieś tam znów gra na środku obrony. Może na San Siro, którego nie zdążył zobaczyć razem z tatą. Obok Franco Baresiego, jednego z największych obrońców w historii tego stadionu, który niedawno odszedł.
A może u boku Diogo Joty lub Tommy’ego Smitha, legendy jego ukochanego Liverpoolu. I może kiedyś znowu usłyszy przed meczem „You’ll Never Walk Alone”. Bo pamięć o Oskarze naprawdę nie powinna odejść.
Tekst dedykuję Rodzicom, Bratu i Dziewczynie Oskara z wyrazami szacunku i pamięci.






