Nie każdy wielki napastnik musi kochać treningi. Nie każdy też musi mieć warunki fizyczne godne atlety, by seryjnie zdobywać bramki. Remigiusz Jerszyński „Reniu” swoją karierą lub przygodą z piłką (możecie nazywać jak chcecie) udowodnił, że liczy się coś innego – instynkt, chłodna głowa w kluczowych momentach i niebywałe wyczucie pozycji. Zdobył grubo ponad 500 bramek ligowych (wliczając sezony w piłce juniorskiej), choć na treningach pojawiał się sporadycznie. Uwielbiał grać, nie lubił trenować, ale gdy przychodził weekend, na boisku był królem.

Remigiusz Jerszyński w Kani Gostyń – początki snajpera
Reniu zaczynał w Kani Gostyń, gdzie na pierwszy trening trampkarzy trafił w wieku 9 lat. Jego pierwszym trenerem był Sławomir Wawrzyniak, a boisko, na którym wtedy grali, bardziej przypominało pustynię niż murawę.
Pierwszy mecz, który zapamiętał, to starcie z Pogonią Góra Śląska w 1991 roku. Wszedł na boisko na 20 minut przed końcem, gdy jego drużyna przegrywała 0:2. Wtedy usłyszał słowa, które zapamiętał na całe życie.
„Reniu, nie szczylej, bo nie doleci” – krzyknął jeden z kolegów.
Nie posłuchał. Oddał strzał z 16. metra. Piłka wpadła do siatki, a mecz skończył się remisem 2:2.
Już jako dziecko miał instynkt snajpera. Na osiedlowych boiskach 700-lecia i Hutnika, gdzie mieszkała jego babcia, strzelał gole jak na zawołanie. Często grał ze starszymi i nigdy nie odstawał. Zapytany o swojego piłkarskiego idola z tamtych lat, odpowiedział:
„Dla mnie takim zawodnikiem, którego przez wiele lat podziwiałem, był Radek Wawrzyniak. To był taki profesor. W swoim roczniku był można powiedzieć trochę Bogiem”.
Po skończeniu 4. klasy, za namową trenera Jerzego Bajera, zmienił szkołę – z SP nr 2 przeniósł się do SP nr 3, gdzie powstała klasa sportowa o profilu piłkarskim. To tam rozwijał się pod okiem ludzi, którzy dostrzegali w nim ogromny potencjał. W jednym z wywiadów trener Bajer powiedział, że w Gostyniu mamy „nowego Juskowiaka”, nawiązując do Andrzeja Juskowiaka, który właśnie wtedy, w 1992 roku został królem strzelców Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie.
Remigiusz Jerszyński wyróżniał się na tle rówieśników – był powoływany do kadry wojewódzkiej OZPN Leszno aż w czterech rocznikach (1980–1983). Choć najczęściej grał w ataku, zdarzało się, że ustawiano go jako stopera. Nawet wtedy potrafił zrobić coś nieoczekiwanego – np. strzelić gola Tomaszowi Kuszczakowi, który później grał w Reprezentacji Polski i Manchesterze United. Kuszczak reprezentował wówczas kadrę OZPN Wrocław. Pokonał także innego przyszłego bramkarza Ekstraklasy – Macieja Mielcarza, gdy ten grał w Obrze Kościan.
Podczas meczów najlepiej rozumiał się z Tomaszem Jankowiakiem („Ogryz”) oraz kolegami z ataku Robertem Wawrzyniakiem („Robson”) i śp. Sławomirem Waligórą („Walec”), który był duszą towarzystwa.
Jednym z większych sukcesów młodzieżowych Renia było zajęcie drugiego miejsca w silnie obsadzonym turnieju szkół podstawowych we Wrocławiu. W tamtej drużynie grali m.in. Wojciech Kaczmarek („Kieł”), Sebastian Fechner, Rafał Jankowski, Jarosław Gubański („Guma”), Marcin Grocki („Groch”), Robert Wawrzyniak.
W Kani, oprócz wspomnianego wyżej trenera Wawrzyniaka, prowadził go także Jerzy Bajer, ale przez zdecydowaną większość sezonów swoje umiejętności kształcił pod okiem trenera Andrzeja Rogali, którego do dzisiaj bardzo miło wspomina i ceni.
Z czasem coraz mniej ciągnęło go na treningi – mecze były jego żywiołem, treningi nudą.
Piast Belęcin – dwa gole po wejściu z ławki i awans
Po zakończeniu gry w Kani Gostyń, gdzie występował do poziomu juniora młodszego, przez pewien czas nie był związany z żadnym klubem. Do powrotu na boisko namówił go kolega, Sebastian Niedziela, którego ojciec pełnił funkcję prezesa Piasta Belęcin.
Reniu dołączył do drużyny w przerwie zimowej. W momencie jego przyjścia Piast zajmował drugie miejsce w tabeli, tracąc dwa punkty do Ruchu Bojanowo. Już pierwszy mecz wiosenny miał ogromne znaczenie, ponieważ rywalem był właśnie Ruch.
Rozpoczął spotkanie na ławce, ale już około 20. minuty dostał szansę. Piast przegrywał 0:1, jednak po jego wejściu na boisko zdobył dwa gole, a drużyna ostatecznie wygrała 3:1. Ten moment udowodnił, że jego instynkt strzelecki wciąż jest niezawodny. Sezon zakończył się awansem Piasta do ligi okręgowej.
Przez 3,5 roku gry w klubie miał okazję występować u boku kilku dobrych zawodników, takich jak Łukasz Fabich, Arkadiusz Kozak, Sebastian Niedziela oraz Rafał Dudka, sprowadzony z Kani Gostyń, aby wesprzeć zespół swoim doświadczeniem.
Po odejściu z Piasta przez dwa sezony grał w Gostyńskiej Lidze Halowej, występując w drużynie Monex. Tam również radził sobie bardzo dobrze strzelając wiele bramek, ale to gra na dużych boiskach była tym, co lubił najbardziej. Nim jednak wrócił na boisko musiał odsłużyć swoje w wojsku, do którego poszedł niechętnie.
Szewa Gostyń – Reniu jako zawodnik, trener i organizator
Po pobycie w wojsku dołączył do Szewy Gostyń, klubu, który narodził się dzięki Leszkowi Boguszowi i wspólnym wyjazdom na mecze AC Milan. Reniu od początku był tam człowiekiem instytucją, organizując kadrę zespołu, w której znalazło się wielu jego znajomych. Przez pewien czas pełnił rolę grającego trenera i, jak sam przyznał, był to jedyny okres w seniorskiej piłce, w którym regularnie uczestniczył w treningach. W prowadzeniu drużyny wspierali go m.in. Tomasz Tarnowski oraz Dominik Jankowiak, który był także pierwszym trenerem.
Reniu pozostał w klubie od jego założenia aż do rozwiązania. Największym sukcesem Szewy był awans do klasy okręgowej, przypieczętowany zwycięstwem 4:2 w barażowym meczu ze Zniczem Obra, w którym zdobył dwa gole. Ponieważ ten klub był dla niego trochę niczym własne dziecko, wolał nie wymieniać piłkarzy z nazwiska, by przypadkiem nikogo nie pominąć.
Od Kłosa Rokosowo do Zjednoczonych Pudliszki
Po tym, gdy zespół Szewy przestał istnieć na pół roku trafił do Kłosa Rokosowo. To był krótki epizod w jego karierze, ale jak sam mówi – gdzieś trzeba było grać.
Następnym przystankiem i jak się później okazało ostatnim był dla Renia zespół Zjednoczonych Pudliszki. O jego angaż mocno zabiegał Roman Gronowski, który był tam zarówno zawodnikiem, jak i później trenerem.
Remigiusz Jerszyński strzelił dwa gole w debiucie, co stało się już tradycją, a jego nowy klub odniósł zwycięstwo. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że Reniu zostanie niedługo prawdziwym królem Pudliszek i przysłowiowo będą nosić go na rękach. Podczas swojego pobytu w klubie zdobył ponad 220 bramek w rozgrywkach ligowych.
Przez dziewięć sezonów gry dla Zjednoczonych przytrafiła mu się jedna słaba runda, w której zdobył tylko pięć goli. Ówczesny trener nie bardzo chciał dla niego miejsca w drużynie na kolejną rundę, głównie z powodu tego, że Reniu nie trenował. Całe otoczenie klubu nie wyobrażało sobie jednak klubu bez niego. Wiosną zdobył 25 bramek i znów udowodnił swoją wartość.
Z czasów gry w Pudliszkach dobrze wspomina takich zawodników jak Przemysław Bzdęga, Roman Gronowski, Michał Wolański i Przemysław Kaczmarek, z którym rozumieli się bez słów i po jego podaniach strzelił wiele goli.
Jednym z najbardziej pamiętnych meczów dla Zjednoczonych był pojedynek z Krobianką Krobia. Krobia walczyła wtedy o awans, a Pudliszki o utrzymanie. Cały mecz Krobianka atakowała, Pudliszki się broniły. W 90. minucie Reniu wykorzystał jedyną okazję i strzelił gola na 1:0 pokonując Łukasza Wabińskiego („Sztywny”) dając drużynie bezcenne zwycięstwo.
„Pamiętam tę radość do dziś. Na trybunach było mnóstwo kibiców z Pudliszek, świętowali razem z nami. Radość była tak duża, że uszkodziliśmy ogrodzenie stadionu”.
Remigiusz Jerszyński – talent, który mógł zajść wyżej
Czy przy regularnych treningach i bardziej profesjonalnym podejściu do sportu Remigiusz Jerszyński mógł osiągnąć więcej? Sam uważa, że było to możliwe – miał naturalny dar do strzelania goli jak mało kto. Jednak czasu nie da się cofnąć, więc nigdy nie dowiemy się, czy Reniu zdobywałby bramki na boiskach Ekstraklasy.
Przez prawie całą swoją przygodę z piłką grał z numerem 11. Ten numer w dawnym ustawianiu zespołu należał do lewego napastnika.
Wśród swoich ulubionych zawodników wymienił Ronaldo, Ivicę Molnara, Filippo Inzaghiego (ciekawe dlaczego:)) i Cristiano Ronaldo. Messiego nigdy nie lubił. Może przez to, że większość jego kolegów kibicowała Barcelonie.
Kibicuje oczywiście Kolejorzowi jeżdżąc regularnie na mecze wyjazdowe w Ekstraklasie, a także europejskich pucharach. Spotkać go też można w Mediolanie na San Siro.
Gdy w Gostyniu zapytasz sympatyków piłki kto z lokalnych piłkarzy ich zdaniem mógł zrobić dużą karierę, to bardzo wielu błyskawicznie odpowie: Reniu.
Uważam, że Reniu jednak nie żałuje. Ktoś powie, że strzelał gole tylko w niższych ligach i pewnie będzie miał rację, ale temu, że był talentem czystej wody nie zaprzeczy nikt.
Na zdjęciach m.in. z pucharem za 200 goli strzelonych dla Zjednoczonych Pudliszki oraz szklaną piłką za 100 goli strzelonych dla młodzieżowych drużyn Kania Gostyń.

Galeria zdjęć















📸 Fot. Prywatne zbiory Remigiusza Jerszyńskiego, Życie Gostynia, MKS Szewa Gostyń



