Trener Jerzy Bajer wychował wielu zawodników, którzy później trafiali do silniejszych klubów, a największą dumą pozostaje dla niego rozwój młodych ludzi i ich sportowe osiągnięcia.
Na początku chciałbym serdecznie podziękować trenerowi Jerzemu Bajerowi za zaufanie, bardzo miłe przyjęcie we własnych progach, opowiedziane historie i dużo humoru. Bardzo się cieszę, że mogła powstać ta opowieść – krótka wobec tylu lat pracy, wspomnień i sportowych przeżyć, ale prawdziwa i osobista.
Tekst został zapisany w pierwszej osobie. Starałem się zachować go możliwie najbliżej tego, jak trener Bajer opowiadał i pamięta swoje sportowe życie. Pojawiają się jedynie drobne dopowiedzenia, wynikające z naszej rozmowy, ale całość pozostaje przede wszystkim wspomnieniem trenera, jego historią, jego głosem i jego spojrzeniem na sport oraz ludzi go tworzących.

Dzieciństwo i pierwsze spotkania ze sportem
Urodziłem się 24 lutego 1943 roku w Gogolewie. Po wojnie ojciec zaczął pracować w Poniecu, potem w Borku Wielkopolskim. Od 1949 roku mieszkaliśmy w Pępowie. Z dzieciństwa najbardziej pamiętam właśnie pobyt w Pępowie.
Tam, gdzie mieszkałem, do boiska było około 200 metrów. Raz w tygodniu zawodnicy trenowali piłkę nożną. Trening polegał głównie na strzelaniu na bramkę. Mieli jedną piłkę, a bramki były bez siatek, więc po strzałach piłka leciała daleko. Kilku chłopców stało za bramką i podawało ją z powrotem. Na koniec grano na dwie bramki.
Często razem z ojcem zabierałem się z drużyną na mecze. Środkiem transportu był wtedy wóz, który ciągnęły konie.
Dzikie drużyny i początki w Koronie Piaski
Przygodę z piłką nożną zacząłem w Piaskach, gdzie zamieszkaliśmy w 1952 roku. W szkole zebrała się grupa chłopców, którzy także lubili grać w piłkę. Powstały wtedy tak zwane „dzikie drużyny”, przyjmujące różne nazwy, między innymi „Parowa”, „Dworcowa”, „Chyrchowo” czy „Poznańska”.
Graliśmy między sobą na małych boiskach, bez sędziego. W piątej klasie zacząłem systematycznie trenować w Koronie Piaski. Pierwszy mecz rozegrałem w wieku 13 lat w Ciołkowie. Przegraliśmy 0:1. Następny mecz wygraliśmy z Poniecem 4:2, a ja strzeliłem wtedy dwie bramki. Grałem głównie na lewym ataku, choć raz zdarzyło się, że w meczu z Lechem II Poznań trener wystawił mnie na stoperze, a mecz zakończył się wynikiem 0:0.
Moja przygoda w Piaskach trwała do 1965 roku. Z Koroną awansowaliśmy do klasy B, rozgrywając mecze m.in. z Lechem III Poznań, Wartą II Poznań, Ogniwem Poznań, Polonią Leszno i Kanią Gostyń. Szczególnie zacięte i emocjonujące były spotkania z Kanią.
Pamiętam mecz, który decydował o wejściu do klasy A. Kania musiała zremisować, żeby wyprzedzić Astrę Krotoszyn. Po bardzo zaciętym meczu padł wynik 3:3. Na dworcu czekała orkiestra Mayera, żeby świętować awans. Kibice z Krotoszyna gratulowali nam ambitnej postawy na boisku.
Sport, nauka i pierwsze kroki trenerskie
W międzyczasie skończyłem Studium Nauczycielskie w Kaliszu na kierunku wychowanie fizyczne. Swoje wykształcenie kontynuowałem na studiach wyższych na AWF w Poznaniu w 1976 roku, a zdobytą wiedzę i kwalifikacje uzupełniłem podczas studiów podyplomowych w Katowicach.
Jako młody człowiek uprawiałem różne dyscypliny sportu: piłkę siatkową w KTW Kalisz, piłkę ręczną w Calisii Kalisz, tenis stołowy w Starcie Gostyń oraz lekkoatletykę.
W rzucie oszczepem zostałem mistrzem Kalisza z wynikiem 59,66 m, a w biegu na 100 m zająłem II miejsce z wynikiem 11,3.
Trudno powiedzieć, czy od początku bardziej widziałem siebie jako zawodnika, czy trenera. Po skończeniu kursu pomocników trenera piłki nożnej w Margoninie polubiłem prowadzić zajęcia sportowe. Mimo młodego wieku – miałem wtedy 18 lat – na treningach miałem posłuch i dyscyplinę.
Największy wpływ na rozwój mojej sportowej pasji mieli: w domu ojciec, który zabierał mnie na mecze, w szkole w Piaskach pan Gratkowski, który w piątej klasie uczył mnie wychowania fizycznego, a w klubie starsi koledzy – Stanisław Michalak i Jan Kufliński. Moim pierwszym trenerem był Roman Hajnsz.
Komentarz autora: Nie umiem jednoznacznie przełożyć wyniku trenera w rzucie oszczepem na dzisiejsze realia, bo po latach zmieniła się konstrukcja oszczepu i przesunięto jego środek ciężkości. Ogromny podziw budzi jednak wynik 11,3 s w biegu na 100 metrów. To rezultat, który nawet dziś brzmi bardzo poważnie, to czas zbliżony do poziomu osiąganego przez znakomite sprinterki na europejskich bieżniach.
Praca nauczyciela i początki w Gostyniu
Pracę jako nauczyciel rozpocząłem w Strzelcach Wielkich w 1962 roku. Do szkoły chodziło 123 uczniów. Wielkim sukcesem było dla mnie zajęcie I miejsca w piłce ręcznej dziewcząt. W finale pokonaliśmy SP nr 2 w Gostyniu.
Po zamieszkaniu w Gostyniu dostałem pracę w Szkole Podstawowej nr 3, w której pracowałem do 2000 roku. Pracę z młodzieżą rozpocząłem właśnie w Gostyniu. Chętnych dzieci było bardzo dużo. Żeby uczestniczyć w zajęciach, trzeba było mieć pozytywne oceny. Kto miał oceny niedostateczne, był zawieszony aż do ich poprawy. Była pełna mobilizacja.
W klubie dokuczał brak sprzętu. Piłek było mało, były bardzo ograne i ciężkie. Zakupiliśmy 30 piłek gumowych, którymi trenowali najmłodsi. Wyniki w rozgrywkach były coraz lepsze, a zainteresowanie rodziców coraz większe.
Bolączką był też brak boisk treningowych. W porównaniu z dzisiejszymi warunkami to było „dno”.
Komentarz autora: Trener uśmiecha się, gdy wraca pamięcią do zwycięstwa dziewcząt ze Strzelec Wielkich w meczu z SP nr 2 w Gostyniu. To była trochę sportowa walka Dawida z Goliatem. Do dyspozycji miał tylko siedem dziewcząt z siódmej klasy (wówczas szkoła podstawowa trwała 7 lat), więc musiał posiłkować się młodszymi uczennicami. Mało kto wierzył, że takie zwycięstwo jest możliwe.
Kania Gostyń – zawodnik i trener młodzieży
W 1965 roku dostałem propozycję pracy w Kani Gostyń jako trener juniorów starszych. Po kilku miesiącach zostałem także zawodnikiem Kani, w której grałem przez siedem lat.
W Kani zacząłem organizować grupy trampkarzy. Na początku były to dwa zespoły, które prowadziłem, jednocześnie grając w pierwszej drużynie. Pomagał mi kolega Kazimierz Woźniak, a później Zbigniew Kopieć.
W latach 70. trenowałem grupę trampkarzy z roczników 1957–1960. Wybijającymi się zawodnikami byli Leszek Kręgielczak, Józef Pomoryn i Eugeniusz Zaremba. Cała trójka opuściła Kanię i wyjechała do Poznania.
Wychowankowie, którzy poszli dalej
Józef Pomoryn w ocenie trenerów mógł być następcą Włodzimierza Lubańskiego. Jako 15-latek grał w II lidze. Później przeszedł do Śląska Wrocław i wyjechał na Zachód. Nie wykorzystał w pełni swoich możliwości. Grał w drużynach polonijnych.
Leszek Kręgielczak był urodzonym rozgrywającym. Widział wszystko na boisku i prowadził grę drużyny. Powinien zrobić większą karierę. Skończył grać w Kani Gostyń w III lidze.
W grupie roczników 1975–1978 wyróżniali się umiejętnościami piłkarskimi Krzysztof Michalski i Rafał Naskręt.
Krzysztof Michalski przeniósł się do Obry Kościan, a potem do Lecha Poznań, gdzie trenerem był Bogusław Baniak. Był podstawowym obrońcą Lecha. Dalszą karierę kontynuował w Pogoni Szczecin, Zawiszy Bydgoszcz, Polonii Warszawa i GKP Gorzów Wlkp. Obecnie jest koordynatorem grup młodzieżowych w Kani Gostyń.
Rafał Naskręt trafił do Zagłębia Lubin, a następnie grał między innymi w Polkowicach, Policach, Odrze Szczecin, Śląsku Wrocław, Hakoah Amidar Ramat Gan w Izraelu, Szczakowiance Jaworzno i Jagiellonii Białystok.
Komentarz autora: Pierwszą osobą, o której usłyszałem od trenera Bajera, był pochodzący z okolic Krobi Józef Pomoryn. Przyznam, że wcześniej nie znałem tego nazwiska. Trener naprawdę wierzył, że ten zawodnik może zrobić wielką karierę. Życie potoczyło się jednak inaczej. Z informacji, do których dotarłem, wynika, że pan Józef mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych.
Andrzej Juskowiak – talent, który wykorzystał swoją szansę
Po powrocie z Pudliszek zostałem zatrudniony do pracy z najmłodszymi. Zorganizowałem turniej klas V–VI w siedmioosobowych zespołach. Zgłosiło się 10 drużyn. Mecze odbywały się w liceum, na boiskach piłki ręcznej. Prowadzili je młodzieżowi organizatorzy sportu.
Po zakończeniu turnieju wybrałem 25 chłopców i zaczęliśmy systematyczne treningi na boisku. Wśród nich byli późniejsi zawodnicy I-ligowi: Andrzej Juskowiak, Darek Walczak i Jędrzej Kędziora.
Po trzech latach weszliśmy do Makroregionu Dolnośląskiego. Na mecze przyjeżdżali obserwatorzy i proponowali zawodnikom przejście do wyższych lig. Tak Andrzej Juskowiak przeszedł do Lecha Poznań, Darek Walczak do Śląska Wrocław, a Jędrzej Kędziora do Zagłębia Lubin. Duża część pozostałych chłopców grała później w Kani, Koronie i Wielkopolance.
Jędrzej Kędziora był bramkarzem. Z Zagłębiem Lubin zdobył mistrzostwo Polski. Grał także w reprezentacji Polski w kategorii młodzików.
Andrzej Juskowiak urodził się 3 listopada 1970 roku. Po zdobyciu mistrzostwa Makroregionu Dolnośląskiego został zauważony przez trenerów i przyjął ofertę Lecha Poznań. Występował tam w latach 1988–1992. Z Lechem zdobył dwa mistrzostwa Polski – w 1990 i 1992 roku – oraz Superpuchar Polski w 1990 roku. Został także królem strzelców ekstraklasy w 1990 roku, a w plebiscycie „Sportu” Piłkarzem Roku 1990 i 1992.
Wraz z reprezentacją Polski zdobył srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie oraz został królem strzelców turnieju olimpijskiego. Po turnieju przeszedł do Sportingu Lizbona. Występował później w Olympiakosie Pireus, Borussii Mönchengladbach, VfL Wolfsburg, Energie Cottbus, New York MetroStars oraz Erzgebirge Aue.
Z Andrzejem Juskowiakiem, Eugeniuszem Zarembą i Andrzejem Rogalą składamy sobie życzenia świąteczne i przy okazji wspominamy dawne czasy.
Komentarz autora: Trener w dalszej części wspomnień mówi, że udział Andrzeja Juskowiaka w igrzyskach olimpijskich i zdobyty medal powinny być powodem do dumy gostyniaków. Myślę, że tak było i nadal jest, nie tylko w Gostyniu, ale w całym powiecie gostyńskim. Dla wielu lokalnych dziewcząt i chłopców Andrzej Juskowiak był dowodem, że ktoś stąd także może dojść bardzo wysoko.
Talent to nie wszystko
Przez lata pracy spotkałem zawodników o dużych możliwościach. Trudno jednak oceniać dzieci w wieku 10–12 lat, bo chłopcy różnie reagują i różnie się rozwijają.
Byli tacy, którzy mieli duże możliwości, ale nie mieli szczęścia trafić do klubów z wyższej półki. Czterdzieści lat temu warunki dostania się do ligowego klubu były minimalne. Moim zdaniem zawodnikami o dużym potencjale byli: Remigiusz Jerszyński, Janusz Staszewski, Eugeniusz Mendyka, Rafał Piotrowski i Bartek Wojciechowski.
Byli też tacy, którym zabrakło wytrwałości, żeby walczyć o wyższą klasę rozgrywek. Niektórym wystarczały mecze w lidze okręgowej. W tamtym czasie decydowały również warunki finansowe. Dzisiaj rodziców częściej stać na zawożenie dzieci na treningi do dalszych miejscowości.
O tym, że zawodnik zatrzymuje się na pewnym etapie, decydują między innymi: brak wiary w swoje umiejętności, minimalizm w osiąganiu celów sportowych, załamywanie się niepowodzeniami oraz brak wsparcia ze strony trenera i rodziców. Ważne jest także usilne dążenie do celu.
Warunki dawniej i dziś
Nigdy nie miałem trudności z frekwencją. Trenowali chłopcy z klas VI–VIII, najwięcej ze SP nr 3. Na zajęciach było stale 30–40 osób. Dla nich było to coś nowego, bo piłka nożna przez długi czas była w szkole zabraniana.
Dawniej brakowało sprzętu, a płyta główna była dostępna tylko na mecze. Najgorzej było wczesną wiosną. Śnieg topniał, robiło się błoto i trzeba było szukać w miarę suchego placu.
Teraz warunki w Gostyniu są idealne. Tylko trenować i rozwijać swoje umiejętności. Młodzi zawodnicy na treningu mają dziś swoje piłki i mogą podnosić umiejętności techniczne.
Starsze pokolenia mogą młodym zazdrościć doskonałych warunków do treningu, a także zaangażowania finansowego rodziców.
Młodzi zawodnicy często są jednak niecierpliwi. Załamują się małymi niepowodzeniami i rezygnują. Bywają przekonani o swoich wysokich umiejętnościach i złych wyborach trenera. Mało obiektywni są też rodzice, którzy czasami zbyt mało krytycznie patrzą na swoje dzieci.
Dobry trener, dyscyplina i wychowanie
Dobry trener powinien mieć wiedzę i stale się dokształcać. Powinien być spokojny i opanowany w czasie meczu oraz treningu. Ważna jest sprawiedliwa ocena zawodników, umiejętność przekazywania wiedzy, dobry pokaz umiejętności technicznych i wpajanie sportowej rywalizacji.
W czasie treningów była twarda walka i dochodziło do spięć. Często wystarczała ostra reprymenda, a czasami potrzebne było zawieszenie w treningach.
Piłka nożna jest grą zespołową. Wygrywa zespół i przegrywa zespół. W każdej drużynie są zawodnicy-przywódcy, którzy mają posłuch w czasie gry i potrafią w trudnych momentach poderwać zespół do walki. Wychodząc na boisko, trzeba nastawiać się na walkę o zwycięstwo. Walczymy zdecydowanie, ale w ramach przepisów.
Satysfakcja z pracy szkoleniowej
To, co dawało największą satysfakcję, zależało od kategorii wiekowej. W rozgrywkach seniorów liczył się wynik. Kibice czekali na zwycięstwo. Wśród młodszych grup najważniejsze były postępy w grze. Niektórzy zawodnicy szybko opanowywali tajniki techniki i awansowali do wyższych grup.
Piłka nożna jest dyscypliną drużynową, więc wynik drużyny jest bardzo ważny. Ale w każdym zespole są tak zwani indywidualiści, którzy często decydują o wyniku meczu. Indywidualista musi jednak grać dla drużyny.
Kluby, sukcesy i najcieplejsze wspomnienia
Pracowałem w trzech klubach: Kani Gostyń, Zjednoczonych Pudliszki i Koronie Piaski, a także w Szkole Podstawowej nr 3 w Gostyniu.
We wszystkich klubach pracowało mi się wspaniale. Atmosfera była bardzo dobra i były wyniki sportowe. Z Kanią graliśmy w 1/16 Pucharu Polski z Zagłębiem Sosnowiec, ze Zjednoczonymi Pudliszki awansowaliśmy do III ligi, a z Koroną Piaski do IV ligi.
W szkolnych rozgrywkach największym sukcesem było V miejsce w turnieju o Puchar „Przeglądu Sportowego” i Telewizji. Mogliśmy grać w finale przed meczem Polska–Anglia, ponieważ w drużynie Gdańska występował nieuprawniony zawodnik. Kurator z Gdańska nie przyjął jednak protestu i Gdańsk wygrał w finale z Łodzią. Byliśmy jedyną drużyną, która Gdańskowi strzeliła bramkę.
Puchar „Przeglądu Sportowego” i Telewizji
Rozgrywki o Puchar „Przeglądu Sportowego” i Telewizji w 1973 roku zaczynały się od szczebla wojewódzkiego. W eliminacjach województwa poznańskiego zajęliśmy I miejsce, uzyskując następujące wyniki: Gostyń – Jarocin 2:1, Gostyń – Ostrzeszów 4:1, Gostyń – Kępno 2:1, Gostyń – Środa Wlkp. 2:1, Gostyń – Szamotuły 2:0.
Turniej półfinałowy odbył się w Koszalinie. Odnieśliśmy trzy zwycięstwa – z Bydgoszczą, Szczecinem i Koszalinem. Przegraliśmy tylko z Zieloną Górą i zakwalifikowaliśmy się do dalszych rozgrywek.
W Gdańsku toczyliśmy zaciętą walkę o I miejsce. Wygraliśmy z Opolem 6:1, zremisowaliśmy z Gdańskiem 1:1 i przegraliśmy z Rzeszowem 0:1. Mecz o V–VI miejsce rozegraliśmy z Warszawą w Żyrardowie. Wygraliśmy 3:2 po bardzo emocjonującym spotkaniu. Byliśmy bardzo zadowoleni.
W szkole odbyło się później spotkanie z władzami oświatowymi, Radą Pedagogiczną i młodzieżą szkolną.
Komentarz autora: Stracona w niesprawiedliwych okolicznościach szansa zagrania na Stadionie Śląskim przed meczem Polska – Anglia długo nie dawała trenerowi spokoju. Wracała też niewykorzystana sytuacja z końcówki decydującego spotkania. Było naprawdę bardzo blisko, żeby szkoła z Gostynia została najlepszą drużyną w Polsce.
Mecze, które zostały w pamięci
Szczególnie utkwił mi w pamięci mecz Kani Gostyń we Wschowie o awans do IV ligi. Walczyliśmy z Polonią Leszno o I miejsce. Byłem grającym trenerem. Sędzia robił wszystko, żeby Wschowa wygrała. Cały czas gwizdał przeciwko nam. Podyktował trzy rzuty karne, a Bronek Pawlak dwa z nich obronił.
Nasi zawodnicy protestowali, sędzia usunął jednego z nich. Zwróciłem uwagę swojemu stoperowi, który wzburzony ruszył w stronę sędziego. Doskoczyłem do niego i go zawróciłem. Sędzia zagwizdał i wyrzucił mnie z boiska. Mecz zakończył się wynikiem 2:2. Rewanż odbył się w Gostyniu i Wschowa wygrała sprawiedliwie 3:0.
Pamiętam też mecz Zjednoczeni Pudliszki – Polonia Leszno. Polonia walczyła o awans do III ligi. W Lesznie bardzo wysoko przegraliśmy, dlatego do rewanżu przygotowaliśmy się bardzo dobrze. Do 90. minuty prowadziliśmy 2:1. Zwróciłem uwagę sędziemu, że przedłużył mecz już o cztery minuty. Jeden z zawodników Polonii, Przybylski, zawołał do mnie: „Trenerze, niech się pan nie denerwuje, bo my ten mecz musimy wygrać”. Za chwilę był rzut karny, a dwie minuty później trzecia bramka. Kibice wbiegli na boisko. Musiałem ratować sędziów. Okazało się, że sędziowie byli na dywaniku w swoim „domku” i ustalili, że Polonia musi wygrać.
W pamięci został mi również mecz SP nr 3 – SP Szczecin. Remis dawał nam awans do najlepszej ósemki mistrzostw Polski. W 92. minucie wynik był dla nas korzystny – 3:3. W ostatniej akcji straciliśmy bramkę i zajęliśmy 4 miejsce. Szczecin wygrał później finał krajowy.
Sędziowie dawniej
Gdy zaczynałem grać w Piaskach w klasie C, bardzo często sędziowie nie przyjeżdżali na mecze. Gospodarze wystawiali swoich sędziów i bardzo często dochodziło do awantur. Były protesty, a wydział sędziowski miał dużo pracy.
Sędziowali panowie w starszym wieku, którzy często ustawiali się w środkowym kole boiska i stamtąd podejmowali decyzje. W rozgrywkach trampkarzy sędziowali trenerzy drużyn. Nie było sędziów liniowych. Im wyższa była klasa rozgrywkowa, tym sędziowanie stało na wyższym poziomie.
Ludzie, bez których klub nie działa
Chciałbym wspomnieć o panu Adamie Mrozku, który mimo niepełnosprawności – braku jednej kończyny – na każdy trening przychodził pierwszy i przygotowywał sprzęt do treningu i meczu.
Drugim takim człowiekiem był pan Tadeusz Musielak. Dbał o sprzęt sportowy i cały czas był do dyspozycji zawodników.
Dawne kluby i lokalna piłka dziś
Od pięciu lat jestem na piłkarskiej emeryturze. Zdrowie nie pozwala mi chodzić na mecze, ale wyniki śledzę na bieżąco. W odbywających się aktualnie Mistrzostwach Świata za faworytów uważam drużyny Argentyny i Hiszpanii.
Cieszy mnie postawa Kani Gostyń trenowanej przez Grzegorza Wosiaka, który grał w zespole juniorów starszych w Makroregionie Dolnośląskim. Był ambitnym zawodnikiem, a dziś jest bardzo dobrym trenerem.
Martwią mnie słabe wyniki Korony Piaski. Myślę, że oparcie drużyny na zawodnikach z innych miejscowości jest błędem. Szkielet drużyny powinien być oparty na wychowankach. Pracę prezesa Grzegorza Ludwiczaka oceniam bardzo dobrze. Z obiektu, na którym grałem w latach 50. i 60., zrobił obiekt na II ligę. Życzę Koronie szybkiego powrotu do IV ligi.
W Koronie trenowała z chłopcami Weronika Szczeblewska, która później przeszła do Medyka Konin, z którym zdobyła mistrzostwo Polski.
Zjednoczeni Pudliszki grają obecnie w klasie A. Były czasy, że występowali w Makroregionie. Za moich czasów atmosfera była tam rodzinna. Byliśmy na obozie w Łańcucie i pierwszy oraz ostatni raz obóz sportowy odbywał się na terenie zamku. Prezesem klubu był Adam Olejniczak – wspaniały człowiek i organizator sportowy. Drugi obóz zimowy mieliśmy w Poroninie. Kapitanem drużyny był Leszek Hądzlik, który miał duży wpływ na zachowanie zespołu na boisku. Został kilkakrotnie wybrany najlepszym kapitanem w Makroregionie.
Z Kanią Gostyń najczęściej na obozy zimowe wyjeżdżaliśmy do Karpacza. Z grupami młodzieżowymi byliśmy w Jastrzębiu-Zdroju, Trzciance, Sompolnie, a także w Karpaczu.
Komentarz autora: Trenerowi robi się ciepło na sercu, gdy przypomina sobie sytuację z Weroniką Szczeblewską. Po zdobyciu mistrzostwa Polski wręczyła mu wywalczony medal. Trener zawahał się i zapytał: „Ale jak to?”. Usłyszał wtedy: „To wszystko dzięki trenerowi. Dziękuję”. Takie momenty zostają na całe życie.”
Dawny i współczesny futbol
Nie ma co porównywać dzisiejszej piłki z tą sprzed kilkudziesięciu lat. Rozwój techniki zdominował życie codzienne i sportowe. Zmieniły się boiska, sprzęt, sędziowanie, przygotowanie trenerów i środki przekazu.
Oglądając mecze w telewizji, widać pełne trybuny i świetny doping. Na stadionach jest piękna oprawa meczowa, dużo dzieci i kobiet.
Na szybki rozwój piłki nożnej wpłynęło wiele rzeczy: telewizja, monitoring, specjalistyczne uczelnie kształcące trenerów, konkurencja na kontynentach i powstawanie nowoczesnych ośrodków sportowych oraz treningowych. Wielu wybitnych zawodników zostało później wspaniałymi trenerami.
Starsi kibice wspominają rozgrywki sprzed wielu lat, ale dziś gra jest dynamiczna, a zawodnicy muszą być wszechstronnie przygotowani. Zmieniła się taktyka. Gdy zaczynałem grać, występowaliśmy ustawieniem WM, później 1-4-2-4, a obecnie ustawienie zależy od przeciwnika. Piłka nożna nadal będzie się rozwijać i przyciągać na piękne stadiony rzesze kibiców.
Odznaczenia i wyróżnienia
Przez lata otrzymałem wiele wyróżnień i odznaczeń. Szczególne znaczenie mają dla mnie:
– zajęcie I miejsca w plebiscycie 25-lecia OZPN Leszno,
– kilkukrotne zwycięstwo w plebiscycie na najpopularniejszego trenera powiatu gostyńskiego,
– nagroda twórcza „Laur Gostynia”,
– tytuł Zasłużony dla Powiatu Gostyńskiego w 2004 roku,
– złoty medal z okazji 80-lecia OZPN za rozwój piłki nożnej w regionie,
– honorowa odznaka za zasługi w sporcie szkolnym,
– złota odznaka OZPN w Lesznie,
– złota odznaka za zasługi dla sportu przyznana przez Ministra Sportu i Turystyki w 2015 roku.
Największa duma
Lubiłem sport, a dobre wyniki motywowały mnie do systematycznej pracy. Młodzież garnęła się do sportu. Często prosiła o dodatkowe treningi. Widząc taki zapał, trzeba było prowadzić dodatkowe zajęcia.
Po latach jestem bardzo zadowolony. Osiągnięcia wychowanków dają pełną satysfakcję. Żałuję tylko, że czas tak szybko przeleciał i zdrowie nie pozwala dalej rywalizować na boisku.
Jako trener i nauczyciel jestem dumny z tego, że młodzież miała zajęcie, była pod opieką i uczyła się zachowania w grupie. Do dziś spotykam się z szacunkiem i sympatią.
Największą dumą jest osiągnięcie przez wychowanków takiego poziomu, aby mogli występować na boiskach I-ligowych. Udział Andrzeja Juskowiaka w igrzyskach olimpijskich w Barcelonie i zdobycie srebrnego medalu to powód do dumy wszystkich gostyniaków.
Andrzej Juskowiak na pytanie reportera „Bravo Sport” w 1997 roku: „Człowiek, któremu najwięcej zawdzięczasz w swojej karierze sportowej”, odpowiedział: „Pierwszemu trenerowi – Jerzemu Bajerowi”.
W 2010 roku otrzymałem statuetkę od „Żaków” z napisem:
„A ten zwycięzcą, kto drugiemu da najwięcej światła od siebie”. Trenerowi Jerzemu Bajerowi – wdzięczne „Żaki”.
Podziękowanie
Kończąc swoje wspomnienia, chciałbym wszystkim zawodnikom, trenerom, rodzicom, działaczom, uczniom i kibicom podziękować za współpracę oraz życzyć dużo zdrowia i wielu emocji przy oglądaniu spotkań swoich drużyn.
Aneks
Sukcesy szkolne i klubowe
– 1969 – Mistrzostwo Wielkopolski
– udział w turnieju w Kowalewie Pomorskim – IV miejsce
– rozgrywki rejonowe w Koszalinie z udziałem Bydgoszczy, Szczecina, Koszalina i Zielonej Góry
– dwa zwycięstwa, remis i porażka z Zieloną Górą oraz awans do półfinału w Gdańsku
– I miejsce – Makroregion Dolnośląski, Wrocław 1983, turniej halowy
– I miejsce – Makroregion Dolnośląski, Gostyń 1983
– III miejsce – Makroregion Dolnośląski, Oława 1994
– III miejsce – Makroregion Dolnośląski, Wrocław 1996
– III miejsce – Makroregion Dolnośląski, Wrocław 1998
Skład drużyny – Mistrzostwo Wielkopolski 1969
Aleksander Dzik
Zenon Bogusz
Adam Grocki
Tomasz Wasielewski
Józef Buczkowski
Piotr Kawecki
Jerzy Stelmaszczyk
Wojciech Kozłowski
Zygmunt Leśnik
Edward Poznański
Jan Czerwiński
Grzegorz Wiktorowicz
Mieczysław Maciaszczyk
Wojciech Stróżyk
Zdzisław Grzelczyk
Skład drużyny – Puchar „Przeglądu Sportowego” i Telewizji 1973
R. Trybuś
M. Tarnowski
L. Kaczmarek
L. Twardowski
R. Mańkowski
L. Kręgielczak
A. Busz
A. Grocki
A. Klamecki
L. Gorynia
L. Mańkowski
M. Krzyżostaniak
L. Krzyżostaniak
G. Banaszak
G. Pietrzak
J. Smektała
Prezesi klubów
Kania Gostyń:
Alojzy Wawrzynek
Marian Łagodziński
Bolesław Łamek
Arkadiusz Krzyżostaniak
Zjednoczeni Pudliszki:
Adam Olejniczak
Korona Piaski:
Jan Zimny
Marciniak
Stanisław Michalak
Jan Nawrot
Kierownicy drużyn
Kania Gostyń:
Marian Benkiel
Grzegorz Kaczmarek „Gierek”
Kazimierz Woźniak
Zbigniew Kopieć
Marek Gubański
Podziękowania od autora
Dziękuję za przeczytanie historii trenera Jerzego Bajera. Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielisz się nią ze znajomymi. Trener Jerzy Bajer to człowiek, który zasłużył na wielkie uznanie za całą swoją pracę z młodzieżą, szkołą i klubami. Dla wielu był nie tylko trenerem, ale przede wszystkim wychowawcą, człowiekiem, który potrafił pomóc, doradzić i być blisko wtedy, gdy młody człowiek tego potrzebował.
Chciałbym bardzo podziękować za nieocenioną pomoc Krzysztofowi Bajerowi oraz zespołowi gaso-gostyn (Maciej Gaszek, Mariusz Sobecki).
Pozdrawiam też serdecznie córkę trenera Jerzego Bajera, Panią Beatę Skrzypczak, moją wychowawczynię ze Szkoły Podstawowej nr 1.
Prośba o wsparcie strony
Jeśli lubisz takie historie i chcesz wesprzeć dalszy rozwój strony Sportowy Gostyń, poniżej znajduje się link do symbolicznej wirtualnej kawy. Dziękuję za każde udostępnienie, dobre słowo i każdą formę wsparcia.

Galeria zdjęć
Fotografie pochodzą z prywatnej kolekcji pana Jerzego Bajera i zostały udostępnione na potrzeby artykułu.




































