Czasem sport schodzi na dalszy plan, a najważniejsza staje się zupełnie inna walka – o własne zdrowie, sprawność i możliwość normalnego życia. Łukasz Maćkowiak jest świetnym przykładem tego, że nawet w bardzo trudnym momencie nie warto się poddawać. Pokazuje też, jak ogromne znaczenie mogą mieć ludzie, którzy są obok: rodzina, przyjaciele, lekarze i najbliższa osoba, która każdego dnia potrafi dodać sił.

Chwile zwątpienia i wsparcie bliskich
Kiedy Łukasz dowiedział się, że cierpi na martwicę bioder, przyszły chwile zwątpienia.
– W pewnym momencie, gdy dowiedziałem się, że mam martwicę bioder, chciałem się poddać i po prostu nie wstawać z łóżka. Gdyby nie wsparcie rodziny, przyjaciół z osiedla i nie tylko, którzy dali mi motywację do walki, nie wiem, jak by się to wszystko potoczyło. Wielkim natchnieniem była dla mnie myśl, żeby kiedyś chociaż wrócić do biegania. Tak naprawdę dzięki tym ludziom się nie poddałem – wspomina Łukasz.
Powrót między słupki po latach
Szczególne znaczenie miało dla niego spotkanie zorganizowane w 2024 roku przez kolegów i przyjaciół z Górnej. Za całą akcją stał przede wszystkim Mariusz Zieliński. Łukasz mógł wtedy na chwilę ponownie stanąć w bramce.
– Wielki szacunek należy się Mariuszowi Zielińskiemu, bo to on zorganizował całą akcję. Byłem naprawdę w szoku, że mogłem jeszcze na chwilę stanąć na bramce jak za dawnych lat – mówi.
To wydarzenie przywołało również znacznie starsze wspomnienia. Przed wieloma laty Łukasz bronił w osiedlowych meczach, m.in. pomiędzy Górną a Gawronami. Powrót między słupki, choć tylko na chwilę, przypomniał mu tamten czas i sportowe emocje sprzed lat.
Ortopeda Maciej Kamiński i walka o większą sprawność
Dziś sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej niż w najtrudniejszym okresie. Łukasz porusza się samodzielnie, dużo ćwiczy i konsekwentnie pracuje nad swoją sprawnością. Podkreśla przy tym ogromną rolę ortopedy Macieja Kamińskiego, który prowadził jego leczenie.
– Jestem bardzo wdzięczny doktorowi Maciejowi Kamińskiemu. Wszystko jest na dobrej drodze. Gdyby nie on, do tej pory chodziłbym o balkoniku. Teraz poruszam się samodzielnie, dużo ćwiczę i cały czas walczę o siebie – podkreśla.
W tej walce Łukasz nadal nie jest sam. Dziś ogromne wsparcie daje mu także jego partnerka.
– Teraz bardzo motywuje mnie moja kobieta, która wierzy we mnie od samego początku. To naprawdę daje mi dużo siły – dodaje.
Łukasz Maćkowiak: „Dopóki walczysz, wygrywasz”
Łukasz ma też motto, które najlepiej oddaje jego podejście do życia:
– Dopóki walczysz, wygrywasz. Wygrywasz przede wszystkim sam ze sobą. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy byli i są przy mnie, a także Mirkowi ze Sportowego Gostynia za zainteresowanie moją historią. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe!
Historia Łukasza pokazuje, że czasem droga do zwycięstwa jest długa i znacznie trudniejsza niż dziewięćdziesiąt minut na boisku. Są chwile zwątpienia, są gorsze dni, ale ogromne znaczenie mają ludzie, którzy nie pozwalają człowiekowi zostać z problemem samemu.
Dwa lata temu koledzy i przyjaciele z Górnej sprawili, że Łukasz mógł jeszcze raz stanąć między słupkami i wrócić myślami do czasów, kiedy piłka była ważną częścią jego życia. Dzisiaj jego najważniejszym przeciwnikiem nie jest już zawodnik drużyny przeciwnej. To codzienna walka o kolejne kroki i coraz większą sprawność.
I w tej walce Łukasz wciąż jest w grze.




