Czy pisanie w dzisiejszych czasach ma jeszcze sens? W większości przypadków już nie. Może z kilkoma wyjątkami.
Jakiś czas temu słuchałem podcastu z Mateuszem Święcickim. Jeśli ktoś nie zna, to komentator piłkarski, którego bardzo lubię za podejście do wielu spraw. Polecam też jego krótkie filmy, często robione właściwie samodzielnie, głównie o włoskiej piłce, ale nie tylko.
W tym podcaście mówił o tym, jak bardzo przez ostatnie kilkanaście lat zmieniło się dziennikarstwo sportowe. I trudno się z tym nie zgodzić. Dzisiaj właściwie żaden z najbardziej znanych dziennikarzy sportowych nie kojarzy się już z pisaniem. Ci, którzy potrafili odnaleźć się w nowym świecie mediów, poszli w telewizję, youtube, podcasty i krótkie formy. Ci, którzy się w tym nie odnaleźli, w dużej mierze po prostu zniknęli z szerszego obiegu.
Ludzie nie chcą czytać długich tekstów. Kto dzisiaj czyta „Przegląd Sportowy”? Jednostki. Liczy się przede wszystkim wideo, najlepiej krótkie. Kilkanaście sekund, pół minuty, minuta i dalej. Scrollujemy bez końca, bo tak jest najłatwiej. Obejrzenie rolki nie wymaga prawie żadnego skupienia. Przeczytanie dłuższego tekstu już tak.
To samo widać lokalnie. Na Gostyń24 czy w Gostyńskiej właściwie nie ma już dłuższych tekstów w takim dawnym rozumieniu. Są szybkie informacje, krótkie materiały, mocne tytuły, rzeczy, które mają zostać zauważone od razu. I to nie jest żaden zarzut. Tak po prostu działa dziś rynek mediów. Trzeba robić to, co ludzie jeszcze chcą oglądać i czytać.
Sam nigdy nie uważałem się za dobrego autora, a tym bardziej za dziennikarza. Moje szkolne teksty były raczej takie „czwórkowe” i pewnie niewiele się tu zmieniło. Jeśli ktoś czyta moje rozmowy czy dłuższe teksty na Sportowym Gostyniu, to bardzo mi miło. Mam jednak świadomość, że większość osób nawet po kliknięciu polubienia tego nie przeczyta. Zobaczy znajomą twarz, da reakcję (lub oleje;)) i pojedzie dalej.
Na początku napisałem jednak, że są wyjątki. Jednym z nich może być właśnie lokalne środowisko. Bo czasem warto jeszcze przeczytać o kimś, kogo się zna. O dawnym zawodniku, trenerze czy drużynie. Przypomnieć sobie mecz, nazwisko, miejsce albo historię sprzed wielu lat.
Jeszcze ważniejsze jest chyba to, co takie rozmowy dają samym bohaterom. Że ktoś o nich pamiętał. Że ktoś uznał, że warto wrócić do ich historii. Czasami po jednej nazwie, jednym nazwisku czy jednym zdjęciu wracają wspomnienia sprzed wielu lat. I właśnie wtedy takie pisanie jeszcze ma sens.
Większość osób, które pytam o rozmowę, zgadza się bez większego zastanowienia. Nie dlatego, że ktoś chce się „pokazać”. Ludzie po prostu lubią czasem zostać zauważeni i docenieni. To normalne.
Sportowy Gostyń kiedyś się skończy. Czy będzie to za miesiąc, dwa czy pół rok, tego nie wiem. Na razie jednak pomysłów na kolejne rozmowy i teksty nie brakuje. Dopóki są ludzie, którzy chcą opowiadać, i choć część osób, która jeszcze chce to przeczytać, możliwe, że warto to robić.
Na koniec dziękuję wszystkim, którzy wspierają Sportowy Gostyń. Czytają, czasem podeślą temat, zdjęcia. To właśnie dzięki temu te kolejne historie jeszcze powstają. Szczególne podziękowania kieruję do osób które regularnie wspierają stronę na buycoffee.

