Wały w Gostyniu to jedno z tych miejsc, które wielu mieszkańcom kojarzy się nie z mapą miasta, ale z dzieciństwem, podwórkiem i czasem spędzanym na dworze. Było boisko, był plac zabaw, była górka na sanki i były spotkania, których nikt specjalnie nie planował. Wystarczyło wyjść z domu, spotkać znajomych i już wiadomo było, gdzie mogą ponieść nogi.

„Idziemy na wały” – i wszystko było jasne
Są takie miejsca w Gostyniu, których nie trzeba było nikomu dokładnie tłumaczyć. Wystarczyło powiedzieć: „idziemy na wały” i każdy wiedział, o co chodzi.
Przez dziesięciolecia boisko przy ulicy Leszczyńskiej było jednym z tych punktów Gostynia, gdzie wychowywały się całe pokolenia. Jedni przychodzili z piłką, inni na rowerze, ktoś wpadał tylko na chwilę, a zostawał do wieczora. Były mecze do ostatniej bramki, dla mnie szczególne były zawsze te osiedle na osiedle, zabawy bez telefonów, rozmowy na ławkach i dziecięcy gwar, który niósł się po całym miejscu.
Boisko, osiedlówki i piłka lecąca za daleko
Dla wielu osób „wały” nie były tylko zwykłym boiskiem. To było trochę podwórko, trochę miejsce spotkań, a trochę punkt, w którym krzyżowały się dziecięce i młodzieżowe historie z różnych części miasta.
Grało się tam osiedlówki, czasem w warszawiankę, czyli podwórkową grę na jedną bramkę, a czasem po prostu mecz, który kończył się dopiero wtedy, gdy wszyscy mieli już dość. Bywało też, że młodsi musieli czekać, aż starsi skończą grać. Kto dobrze pamięta tamto boisko, ten pewnie pamięta również, że za mocne i niecelne kopnięcie piłki potrafiło oznaczać dłuższy spacer, zwłaszcza gdy futbolówka poleciała w stronę huśtawek na dole.
Samo boisko miało swój charakter. Po większych ulewach na środku pojawiała się woda, a pod bramkami stały ogromne kałuże. Nie było idealnie, równo i wygodnie, ale może właśnie dlatego to miejsce tak mocno zapisało się w pamięci.
Wały w Gostyniu: plac zabaw, sanki i zimowe szaleństwo
Niżej był plac zabaw dla najmłodszych, huśtawki, zjeżdżalnie i wspomnienia, które dla wielu osób są dziś częścią dzieciństwa. Zimą „wały” zmieniały się w jedną z najlepszych górek w mieście. Sanki, ślizgawki, bitwy na śnieżki, czerwone od mrozu policzki i powroty do domu dopiero wtedy, gdy naprawdę trzeba było.
Dla wielu dzieciaków były to najlepsze zimy. Zjazdy od rana do obiadu, potem szybki powrót do domu i znowu na górkę. Czasem tor saneczkowy był tak wyślizgany albo oblodzony, że nad sankami trudno było zapanować. Jazda bez trzymanki nabierała wtedy dosłownego znaczenia.
Latem też nie brakowało tam życia. Były wakacje spędzane na dworze, pierwsze znajomości, pierwsze sympatie, długie popołudnia bez telefonów i komputerów. Wystarczyło wyjść z domu, spotkać ekipę i już coś się działo.
Wały w Gostyniu miały swój klimat, którego nie da się odtworzyć
Dziś to miejsce tylko w części przypomina to sprzed lat. W 2008 roku oddano do użytku boisko z nawierzchnią tartanową, później był skatepark, a plac zabaw wypiękniał tak bardzo, że starsze pokolenia mogą dziś tylko pozazdrościć obecnym dzieciom.
A jednak trudno porównywać tamten klimat z dzisiejszym wyglądem tego miejsca. Dawne huśtawki, opony, nierówne boisko, kurz, błoto po deszczu i cały ten nieuporządkowany świat miały w sobie coś, czego nie da się już odtworzyć. Nowoczesne place zabaw są ładniejsze i bezpieczniejsze, ale wspomnienia najczęściej zostają przy tym, co było proste, zwyczajne i nasze.
W tej okolicy kryją się też starsze historie. Pojawia się choćby wspomnienie dawnego niemieckiego cmentarza w rejonie ulicy Parkowej. To temat, który wymagałby osobnego sprawdzenia, ale pokazuje, że „wały” i ich okolice mają więcej warstw pamięci, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
A Wy co pamiętacie z wałów?
Kto z Was pamięta boisko i plac zabaw „na wałach”? Macie swoje wspomnienia albo zdjęcia z tego miejsca?
Galeria zdjęć










📸 Fot. gaso-gostyn.pl


