Rysy od polskiej strony. Dwa wejścia, dwa różne tempa

Oglądając ostatnio trochę filmów z górskich szlaków, naszło mnie, żeby napisać kilka zdań o wejściu na Rysy od strony polskiej. Byłem tam dwa razy, więc żadnego eksperta z siebie robił nie będę. Oba wejścia miałem przy dobrej pogodzie i właśnie z takiej perspektywy ten szlak pamiętam.

Wejście na Rysy od strony polskiej

Mamy październik i w wyższych partiach Tatr zaczynają się już warunki zimowe. Ja zimą po wysokich Tatrach nie chodziłem, więc ten temat zostawiam innym.

Większość z Was pewnie wie, ale może ktoś nie. Polski wierzchołek Rysów ma 2499 m n.p.m., a najwyższy leży już po słowackiej stronie. Z jednego na drugi przechodzi się właściwie w kilkanaście sekund.

Na Rysy od polskiej strony ruszamy z Palenicy Białczańskiej. Najpierw czeka nas ponad 9 kilometrów dobrze znanej drogi nad Morskie Oko. Latem i we wrześniu parking jest praktycznie codziennie pełny, więc trzeba wcześniej zarezerwować miejsce albo skorzystać z busów, które kursują bardzo często.

Sam asfalt nad Morskie Oko nie należy może do najbardziej pasjonujących części wyprawy. Za pierwszym razem byłem jednak w naprawdę dobrej formie i momentami bardziej podbiegałem, niż szedłem. Trochę jak panowie na gostyńskich treningach walking futbolu. Niby chodzimy, ale czasami jakoś tak wychodzi, że nogi same przyspieszają. Nie był to zresztą najlepszy pomysł, bo miałem wtedy kiepskie buty trekkingowe i trochę poniszczyłem sobie stopy.

Ciekawsza część szlaku zaczyna się dopiero nad Morskim Okiem. Obchodzimy jezioro, podchodzimy nad Czarny Staw, który również obchodzimy i dalej cały czas nabieramy wysokości. Warto czasami odwrócić się za siebie, bo widok na Czarny Staw, a jeszcze niżej na Morskie Oko, potrafi naprawdę zachwycić.

Wyżej zaczynają się słynne łańcuchy. Przed pierwszym wejściem też trochę o nich czytałem i oglądałem zdjęcia, ale na miejscu nie wydały mi się aż tak straszne. Są miejsca z ekspozycją, szczególnie słynna przełączka pod Rysami, gdzie wysokość już wyraźnie czuć.

W sezonie większym problemem potrafią być tłumy. Jedni wchodzą, drudzy schodzą i właśnie przy łańcuchach robią się korki. Dlatego najlepiej nie wybierać się tam w weekend.

Mam też dobre porównanie z dwóch własnych wejść. Za pierwszym razem z Morskiego Oka na Rysy wszedłem w około godzinę i 40 minut. Za drugim zajęło mi to prawie trzy godziny. Na drogowskazie podawany jest czas około czterech godzin, więc szczególnie to pierwsze wejście było naprawdę szybkie.

Zresztą do dziś, kiedy zdarza mi się samemu przemierzać górskie, mam problem z wolnym chodzeniem. Człowiek sobie mówi, że tym razem spokojnie, a po chwili znowu patrzy, czy da się wejść trochę szybciej. Podobnie mam zresztą na co dzień. Tu pozdrawiam kolegę Krzysztofa. Nie wiem, czy my po prostu nie umiemy chodzić wolno, czy nie chcemy. Przecież najczęściej nigdzie się nie spieszymy, a minuta czy dwie różnicy naprawdę niczego nie zmienia.

Za najlepsze miesiące na wejście na Rysy uznałbym sierpień i wrzesień. Po polskiej stronie szlaku nawet w czerwcu czy lipcu można jeszcze trafić na zalegający śnieg. To północne zbocze, więc miejscami utrzymuje się on praktyczni cały rok.

Czy Rysy od strony polskiej są dla wszystkich? Pewnie nie. Moim zdaniem najważniejsza jest przyzwoita kondycja i to, żeby wysokość nie paraliżowała człowieka.

Wariant słowacki jest łatwiejszy i właściwie wszędzie jest tak przedstawiany. Tam również są krótkie fragmenty z łańcuchami i ułatwieniami, ale całościowo wejście jest mniej wymagające. Sam od Słowacji jeszcze nie wchodziłem, więc więcej na ten temat nie będę się wymądrzał.

Na Rysach byłem dwa razy i oba wejścia wspominam bardzo dobrze. Pewnie kiedyś będzie trzecie. Znając siebie, raczej też nie będzie całkiem spacerowe. A Wy macie jakieś wspomnienia z Rysów?

Przewijanie do góry