Boisko na Gawronach. Mały stadion, wielkie wspomnienia

Boisko na Gawronach i całe osiedle były dla nas miejscem dorastania – przestrzenią, gdzie poznawało się ludzi, grało do zmroku i przeżywało te zwykłe-niezwykłe historie. Tekst dla mnie mocno sentymentalny.

Boisko na osiedlu Gawrony w Gostyniu
Mecz osiedlowy starszych roczników: Gawrony – Górna, 2001 r. Na zdjęciu m.in. Piotr Radojewski, śp. Stefan Gumienny, Stefan Gajewczyk i Roman Kaczmarek. Źródło: gaso-gostyn.pl

Początki osiedla Gawrony to końcówka lat 80. i początek lat 90. Powstało na terenie podmokłym, który po deszczu potrafił długo trzymać wodę. I właśnie tam, między blokami, było nasze boisko. Dziś już go nie ma. W tym miejscu znajduje się mały plac zabaw, a część dawnej przestrzeni zmieniła się wraz z powstaniem ulicy Helsztyńskiego. Ale kto pamięta tamte czasy, ten wie, że było to jedno z najważniejszych miejsc na osiedlu.

Boisko nie było piękne. W większości ziemia, po bokach trochę trawy. Po większych opadach stały na nim kałuże, czasem przez kilka dni. Ale dla nas to nie miało większego znaczenia. Graliśmy tam mecze, w „warszawiankę”, podbijaliśmy, strzelaliśmy na bramkę, czasem graliśmy w palanta tuż obok boiska, w miejscu, gdzie dziś jest ulica Helsztyńskiego.

Najbardziej charakterystyczne były stare opony, wkopane w ziemię, jedna obok drugiej wzdłuż jednego boku boiska. Były jak linia boczna, tor przeszkód, ławka rezerwowych i trybuny w jednym. Chodziło się po nich niezliczoną liczbę razy, siedziało po meczach, gadało, odpoczywało. Dzisiaj brzmi to może śmiesznie, ale wtedy te opony były częścią naszego stadionu.

Jest też taka historia, której sam nie byłem świadkiem, ale opowiadali ją koledzy. Obok boiska przechodził kiedyś ówczesny burmistrz Gostynia Jerzy Woźniakowski. Chłopaki zapytali, czy dałoby się zrobić na tym boisku prawdziwe trybuny. Burmistrz miał odpowiedzieć krótko: „Pomyślimy”. Trybun nigdy nie było, ale swoje osiedlowe trybuny i tak mieliśmy. Z opon.

Za jedną z bramek przez dłuższy czas znajdowała się „górka”, nasyp ziemi, który został po budowie osiedla. Zimą zjeżdżało się tam na sankach. To nie były „Wały”, ale dla nas był to nasz mały wielki stok.

Za drugą bramką stał kosz do koszykówki, obok kosze na śmieci, dalej trawa, ogrody i ta przestrzeń, która wtedy wydawała się dużo większa niż dziś.

Kto pamięta Gawrony z tamtych lat, ten pewnie pamięta też, jak wjeżdżało się kiedyś na osiedle od strony ulicy Kolejowej. Za pocztą skręcało się w prawo, była wąska asfaltowa droga, a w miejscu obecnego skrzyżowania stał duży dom, który nazywaliśmy „domem pani Soni”.

Największym świętem były festyny osiedlowe i turnieje piłkarskie. Siatki na bramkach zakładano tylko na taką okazję, dzień albo dwa dni wcześniej. Dla nas to było wydarzenie. Naprawdę.

Zakładanie siatek na bramki było jak znak, że zaraz wydarzy się coś ważnego. Na boisku pojawiały się wtedy tłumy. Przychodzili nawet ci, którzy na co dzień bywali tam rzadko. Mecze sędziował śp. Stefan Gumienny, a osiedlowe turnieje miały swój klimat, którego nie da się już odtworzyć.

Graliśmy też mecze między osiedlami, między innymi z „Wałami”. Przy tej okazji pozdrawiam Michała „Uszola” Urbaniaka, którego podczas jednego z takich spotkań użądliła pszczoła i musiał biec do sklepu „U Cypka”, żeby przyłożyć cebulę w miejsce użądlenia.

Do Cypka chodziło się też po meczu na oranżadę. Piliśmy z jednej butelki, jeden po drugim. Dzisiaj pewnie wielu złapałoby się za głowę, ale wtedy to była normalność.

Ile my, dzieci z tamtego pokolenia, oddalibyśmy wtedy za zwykłą wysoką siatkę za bramką, żeby po każdym mocniejszym strzale nie trzeba było biegać daleko po piłkę. Ale może właśnie dlatego tak dobrze to pamiętamy. Bo wszystko trzeba było sobie trochę wybiegać, wymyślić, dopowiedzieć. Boisko nie było idealne, ale było nasze.

Ten tekst dedykuję Darkowi Bulińskiemu, dobremu koledze, który niedawno odszedł, a który na tym boisku i na tym osiedlu spędził wiele godzin, miesięcy i lat. Daruś, gdziekolwiek jesteś, mam nadzieję, że Ci tam dobrze…

Pozdrawiam wszystkie koleżanki i kolegów z tamtych czasów. Jeśli ktoś ma zdjęcia dawnego boiska, osiedla Gawrony, festynów, turniejów albo po prostu codziennego życia z tamtych lat, odezwijcie się.

Przewijanie do góry