Roman Kaczmarek to wierny kibic Kani Gostyń, który od lat śledzi losy klubu i pamięta wiele spotkań, ludzi oraz wydarzeń związanych z gostyńską piłką. Kibicowanie to coś więcej niż tylko obecność na stadionie. To emocje, wspomnienia i historie, które zostają na całe życie. W rozmowie wraca do najważniejszych momentów, opowiada o atmosferze dawnych meczów i pokazuje, czym naprawdę jest bycie kibicem z krwi i kości.

Spis treści
- Od meczu z Zagłębiem zaczęła się kibicowska historia
- Stadion przy Sportowej, emocje i najwierniejsi kibice
- Wyjazdy za Kanią i pamiętny awans do III ligi
- Klub kibica „Orzech” i piłkarskie spotkania po meczach
- Roman Kaczmarek jako zawodnik LZS Tymiana Ziółkowo
- Nie tylko Kania. Sportowe sympatie Romana Kaczmarka
- 100-lecie Kani Gostyń i marzenie o awansie
- Galeria zdjęć
Od meczu z Zagłębiem zaczęła się kibicowska historia
Mirek Prętkowski: Od kiedy jest Pan kibicem Kani Gostyń?
Roman Kaczmarek: Kibicem Kani zacząłem być w 1976 roku. Wtedy to odbył się mecz 1/16 Pucharu Polski, w którym Kania zmierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec. Natomiast regularnie na mecze chodzę od 1984 roku, gdy zamieszkałem w Gostyniu.
Jak wspomina Pan mecz z Zagłębiem Sosnowiec?
Atmosfera tego meczu była wspaniała. Przeczytałem kiedyś, że na stadionie mogło być nawet 5 tysięcy ludzi. Do Gostynia przyjechała drużyna z Wojciechem Rudym i Włodzimierzem Mazurem na czele. Byli to wtedy reprezentanci Polski. Kania przegrała aż 0:6, ale jak się później okazało, Zagłębie wygrało tamtą edycję Pucharu Polski.
Dodam, że aby móc obejrzeć to spotkanie, musiałem zwolnić się z pracy, ponieważ akurat przypadła mi druga zmiana. Tego meczu nie zapomnę do końca życia.
Stadion przy Sportowej, emocje i najwierniejsi kibice
Czym jest dla Pana pójście na stadion przy ul. Sportowej?
Mogę powiedzieć, że dla mnie pójście na mecz Kani to przede wszystkim duża przyjemność oraz odskocznia od spraw codziennych. Muszę tutaj wspomnieć o moim bracie Władysławie, który również jest wiernym kibicem Kani oraz moim najlepszym kompanem. Dla nas nieważne było, na jakim szczeblu rozgrywkowym Kania występowała. Oczywiście, chciałoby się, żeby poziom był jak najwyższy, ale przez te wszystkie lata zauważyliśmy jak wielu jest kibiców sukcesu, którzy na mecze przychodzą tylko, jak jest dobrze.
Był kiedyś taki mecz, na którym widzów było bardzo niewielu. Kania grała z Turem Turek i do 90 minuty utrzymywał się wynik 0:0. W doliczonym czasie wpuszczony kilka minut wcześniej na boisko śp. Sławomir Waligóra wywalczył rzut karny i wygraliśmy 1:0. Radość Sławka po tej sytuacji to było coś pięknego.
Wyjazdy za Kanią i pamiętny awans do III ligi
Czy zdarzało się Panu jeździć za drużyną na mecze wyjazdowe?
Na te najbliższe wyjazdy oczywiście tak. Piaski, Krobia, Pępowo, Rawicz, Jarocin, na tych stadionach byłem wielokrotnie. Najmilej wspominam jednak wyjazd do Wągrowca w 2005 roku. Kania grała wówczas baraż o wejście do III ligi z tamtejszą Nielbą. Kibiców z Gostynia pojechało bardzo dużo, a radość po awansie, o którym decydowała seria rzutów karnych, była niesamowita. Pamiętam, jak po meczu spłonęła marynarka trenera Szatałowa.
Awans do III ligi i niesamowity kolejny sezon w wykonaniu podopiecznych trenera Szatałowa. Jak Pan go wspomina?
Tak, to był najlepszy czas Kani w całej jej historii. Na każdy mecz czekało się z utęsknieniem. Pamiętam ostatnie spotkanie z Lechem II Poznań, które decydowało o awansie do II ligi. Mecz zakończył się naszą pewną wygraną 3:0, a po końcowym gwizdku otrzymałem od Tomka Nowaka koszulkę treningową z numerem 8.
Czy z tamtej drużyny miał Pan może jakiegoś ulubionego zawodnika?
Właśnie wspomniany chwilę wcześniej Tomek Nowak był moim ulubionym piłkarzem. Do Kani trafił z Amici Wronki i był jedną z najważniejszych postaci tamtej Kani. Tomek miał później całkiem udaną karierę. Grał w ekstraklasie i nawet zadebiutował w reprezentacji Polski.
Klub kibica „Orzech” i piłkarskie spotkania po meczach
Przez kilka lat działał w Gostyniu klub kibica „Orzech”. Proszę parę zdań o nim powiedzieć.
Po meczach Kani wielu kibiców spotykało się w gostyńskim pubie „Pod Orzechem” na ulicy Zielonej, gdzie prowadziliśmy różne dyskusje okołopiłkarskie, a także mieliśmy własną ligę typera. To właśnie tam w 2000 roku narodziła się inicjatywa założenia klubu kibica z prawdziwego zdarzenia (pierwsze spotkanie założycielskie odbyło się w barze „U Franka”). Klub przez kilka lat działał bardzo prężnie. Miał swoje władze, co miesiąc zbierane były symboliczne składki, a każdy członek miał własną legitymację. Moja miała numer 43. Pierwszym prezesem był śp. Marian Wojciechowski, którego po kilku latach zastąpił kolega Marek Kaczmarek.
Wiem, że klub organizował także spotkania z piłkarzami.
W gostyńskiej Kręgielni po każdej rundzie jesień/wiosna odbywały się spotkania, na których wybieraliśmy najlepszego zawodnika. Była to też okazja do wypicia wspólnego piwka z całą drużyną. Oprócz nich zorganizowaliśmy także kilka spotkań andrzejkowych i świątecznych. Wszystko to trwało do roku 2008, kiedy to tak naprawdę Kania Gostyń zniknęła z piłkarskiej mapy.
Roman Kaczmarek jako zawodnik LZS Tymiana Ziółkowo
Czy zainteresowanie piłką nożną wiąże się też z tym, że sam był Pan też kiedyś zawodnikiem?
Przez 10 lat byłem zawodnikiem klubu LZS Tymiana Ziółkowo. Grałem jako lewy obrońca (Pan Roman zaznaczył jednak, że był prawonożny) i muszę podkreślić, że byłem w drużynie stałym egzekutorem rzutów karnych. W jednym z sezonów zostałem nawet trzecim najlepszym strzelcem, a wszystkie bramki strzeliłem oczywiście z karnych.
Co może Pan jeszcze powiedzieć o klubie LZS Tymiana Ziółkowo?
Boisko klubu mieściło po lewej stronie przy drodze w kierunku Domachowa. Mieliśmy nawet zegar stadionowy, który był ręcznie przesuwany. Naszym trenerem był były zawodnik Kani Gostyń i Krobianki Krobia Eugeniusz Kaczmarek, a drużynę sponsorował Kombinat PGR Gola. Rozgrywaliśmy mecze ligowe, a także braliśmy udział w wielu turniejach i pucharach LZS-ów. Na mecze wyjazdowe jeździliśmy autobusem firmy Ikarus.
Pamiętam, że jednym z najważniejszych meczów, w których wziąłem udział, było spotkanie pucharowe z Obrą Kościan. Przegraliśmy wówczas ten mecz, ale dużo wyżej notowana drużyna z Kościana nie miała z nami łatwej przeprawy.
Czy przez te 10 lat gry w zespole z Ziółkowa miał Pan propozycje przejścia do innego klubu?
W 1979 roku otrzymałem ofertę gry w Krobiance Krobia. Miałbym jednak duże problemy z dojazdami na treningi do Krobi, dlatego musiałem odmówić.
Nie tylko Kania. Sportowe sympatie Romana Kaczmarka
Czy oprócz Kani Gostyń kibicuje Pan też innym zespołom?
Oczywiście Lechowi Poznań, ale także Warcie Poznań , która pomimo jednego z najniższych budżetów w Ekstraklasie spisuje się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o kluby zagraniczne, to nie mam ulubionego, ale staram się śledzić głównie te, w których grają Polacy.
Jakie sporty poza piłką nożną Pana interesują?
Sportem numer dwa jest dla mnie żużel, ale lubię też oglądać lekkoatletykę, siatkówkę oraz kolarstwo, w którym podobają mi się przede wszystkim ucieczki z peletonu. W odbywających się aktualnie MŚ w kolarstwie bardzo liczę na naszą zawodniczkę Katarzynę Niewiadomą. W ostatnim czasie zaimponowali mi także nasi koszykarze, którzy w ćwierćfinale ME wygrali ze Słowenią.
100-lecie Kani Gostyń i marzenie o awansie
Na koniec pytanie, które zadaje sobie pewnie wielu kibiców. W przyszłym roku Kania Gostyń obchodzić będzie 100-lecie założenia klubu. Czy zawodnikom uda się uczcić obchody awansem do IV ligi?
Bardzo bym sobie tego życzył, jednak nie będzie to łatwe zadanie. Nie zapominajmy, że w naszej drużynie grają głównie wychowankowie. Klubowi brakuje sponsora, dzięki któremu łatwiej byłoby planować przyszłość. Bez względu na ostateczny wynik ja nadal będę przychodził na gostyński stadion, do czego zachęcam też każdego, kto dobrze życzy Kani Gostyń.
Dziękuję za rozmowę.

Galeria zdjęć









📸 Fot. archiwum prywatne Romana Kaczmarka



