Kacper Wojtkowiak, mimo bardzo młodego wieku, od dwóch lat pełni rolę kierownika seniorów Korony Piaski i doskonale wie, czym są stres, odpowiedzialność oraz działanie pod presją czasu. Dla kibiców kierownik drużyny to często osoba widoczna tylko w dniu meczu – gdzieś między ławką rezerwowych a szatnią.
W rzeczywistości za tą funkcją stoi ogrom organizacyjnej pracy, której na trybunach zwyczajnie nie widać. W rozmowie opowiada o swojej drodze do klubu, kulisach IV-ligowej piłki i codzienności, która zaczyna się na długo przed pierwszym gwizdkiem.

Mirek Prętkowski: W bardzo młodym wieku zostałeś kierownikiem drużyny seniorów Korony Piaski. Jak zaczęła się Twoja przygoda z klubem i skąd pomysł na taką rolę?
Kacper Wojtkowiak: Przygodę z klubem LKS Korona Piaski zacząłem w 2013 roku. Pierwsze lata uczęszczałem tylko na mecze mojego młodszego brata Dawida i można powiedzieć, że gdyby Dawid nie zdecydował się na grę w Koronie, to nigdy by mnie tutaj nie było. Od sezonu 18/19 doszedłem do wniosku, że można połączyć przyjemne z pożytecznym. Skoro byłem na każdym meczu, to mogłem się do czegoś przydać.
Chciałem zostać przy piłce, jednak nie widziałem siebie w roli trenera czy asystenta. Po uzgodnieniu z trenerem Marcinem Wojciechowskim zostałem kierownikiem drużyny trampkarzy Korony, a następnie przez 2 sezony drużyny juniorów. W lipcu 2023 roku w wieku 21 lat oficjalnie zostałem kierownikiem IV ligowej drużyny seniorów.
Wielu kibiców widzi kierownika głównie w dzień meczu, ale pewnie mało kto wie, ile pracy jest „od kulis”. Jak wyglądają Twoje obowiązki na co dzień?
Głównym moim zadaniem jest koordynowanie pracy zespołu ze strony formalnej oraz utrzymywanie dobrej komunikacji na linii zarząd – drużyna. Codziennie sprawdzam i obsługuję system extranet (System ten stanowi pomost między klubami, sędziami a Wielkopolskim ZPN-em). Telefonuję do innych zespołów w sprawie organizacji meczów, koloru strojów meczowych.
Organizuję autobus oraz trasę na mecz wyjazdowy. Zamawiam napoje oraz posiłki dla zawodników. Najintensywniejszym okresem jest okienko transferowe. Wtedy tej pracy jest całkiem sporo. Załatwienie umów transferowych, opłat międzyzwiązkowych, rejestracja zawodników. Zdarza mi się to robić nawet do 3 w nocy.
Jak wygląda Twój typowy dzień meczowy od momentu pobudki aż do końcowego gwizdka?
Dzień meczowy zaczyna się u mnie wieczorem dnia poprzedniego. Wtedy otrzymuję od trenera skład i przygotowuję protokół meczowy. Następnie udaję się do klubu, aby przygotować szatnię lub spakować sprzęt na mecz wyjazdowy. W dniu meczowym udaję się na stadion na około 1,5h przed meczem. Otwieram szatnię i czekam na innych. Godzinę przed meczem udaję się na odprawę przedmeczową, na której przedstawiam sędziemu skład oraz sprawy organizacyjne.
Następnie wyznaczam strefy rozgrzewkowe, szykuję piłki i udaję się na ławkę rezerwowych. W czasie meczu odpowiadam za „spokój” na ławce, wypisuję kartki na zmianę oraz prowadzę relację tekstową z meczu. Po meczu podpisuję protokół pomeczowy, sprzątam szatnię oraz żegnam sędziów i delegatów.
A jak wygląda to w dni treningowe? Jesteś obecny na każdym treningu?
Z powodu mojej pracy bycie na każdym treningu jest niemożliwe. Staram się być raz w tygodniu na treningu przez około godzinę. W czasie treningów głównie rozmawiam z prezesem, trenerami i zawodnikami o najbliższych dniach i meczach. Tak naprawdę, jeśli mam wszystko dograne ze sprzętem treningowym, to moja obecność na treningu jest zbędna. Czasami się śmiejemy, że dzisiaj tylko zawadzam 🙂
Zdarzają się sytuacje, których kibice kompletnie nie widzą, a które trzeba szybko ogarniać przed meczem albo w jego trakcie?
Oczywiście, że zdarzają się sytuacje losowe, na które nie mamy wpływu – np. awaria systemu extranet, wtedy zamiast 3-minutowego przygotowania protokołu meczowego trzeba odręcznie wpisywać wszystkie dane, co zajmuje znacznie więcej czasu. W moim drugim meczu wyjazdowym jako kierownik seniorów zdarzył się wypadek na trasie i utknęliśmy w korku. Udało się jednak przesunąć mecz o kilkanaście minut w czasie, ale nerwów było co niemiara.
Sam wcześniej grałeś w piłkę? Jeśli tak, to na jakiej pozycji i czy doświadczenie z boiska pomaga Ci dziś w tej roli?
Nigdy w życiu nie rozegrałem żadnego oficjalnego meczu w klubie, jedynie w szkole podstawowej grałem w reprezentacji szkoły na pozycji obrońcy. Jeśli chodzi o doświadczenie z boiska, to jest zupełnie odwrotnie. Dzięki wieloletniej obserwacji trenerów czy zawodników mogę wykorzystać różne zagrania czy ustawienia na boisku grając po godzinach na orliku ze znajomymi z pracy. Co do pracy kierownika, to zwykłe oglądanie meczów lub treningów nie ma żadnego przełożenia na moje obowiązki.
W szatni bliżej Ci bardziej do „kumpla”, czy jednak starasz się zachować pewien dystans związany z funkcją?
Staram się mieć koleżeńskie relacje z zawodnikami w szatni. Chłopacy mają przekazane, żeby zwracać się do mnie Kiero lub Kacper, jak kto woli. Forma Pan jest zabroniona. Lubimy porozmawiać sobie na luźne tematy. Wielu zawodników jest w wieku zbliżonym do mojego, co pomaga mi w komunikacji z zespołem. Zdarzają się oczywiście sytuacje, w których muszę być stanowczy i wtedy nie ma ze mną dyskusji. Kto mnie zna dłuższy czas ten wie, że jestem dla ludzi i zawsze chętnie pomogę
Była już jakaś sytuacja, która szczególnie pokazała Ci, że rola kierownika potrafi być naprawdę wymagająca?
Właśnie sytuacja z wypadkiem. Można mieć dograne dzień wcześniej wszystko na tip top, a na końcu zdarza się sytuacja na którą nie masz wpływu. Trudnym tematem na początku mojej przygody było odcięcie się od życia trybun. Jako kierownik muszę jednym uchem wpuścić, a drugim wypuścić. Przepraszam, ale tak już jest.
Co daje Ci największą satysfakcję w pracy przy drużynie?
Największą satysfakcję daje mi słowo „dziękuję”. Piętnować potrafi każdy, jednak kiedy po całym dniu meczowym podchodzi ktoś do mnie i słyszę „dzięki Kiero za dzisiaj, dobra robota”, to wtedy wiem, że jestem w odpowiednim miejscu i dobrze wykonuję swoją pracę.
Jak oceniasz poziom organizacyjny i sportowy IV ligi od środka? Co najbardziej zaskoczyło Cię po wejściu w seniorską piłkę?
Jeśli chodzi o poziom sportowy to IV liga w Wielkopolsce jest na wysokim poziomie. Na dobrą sprawę każda drużyna może wygrać z każdą i nie będzie przy tym wielkiego zaskoczenia. Co do spraw organizacyjnych, to dużym plusem był zakup kamer veo dla każdego klubu, aby móc transmitować mecze. Co pół roku organizowane są spotkania kierowników/działaczy online lub na koniec sezonu na stadionie przy ul. Bułgarskiej, co pomaga w integracji zespołów.
Wchodząc do piłki seniorskiej miałem przeczucie, że mogę sobie nie poradzić ze względu na mój wiek. Z biegiem czasu okazało się, że działacze i kierownicy innych klubów przyjęli mnie pozytywnie i do dzisiaj mam z każdym klubem dobry kontakt, za co im serdecznie dziękuję.
Byłem bardzo zaskoczony faktem, iż zawodnicy, którzy w przeszłości grywali na poziomie centralnym czy też międzynarodowym (Piech, Sierpina, Henriquez, Przybecki i wielu innych) rozmawiają ze mną jak z dobrym znajomym. Trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, jest to naprawdę super uczucie współpracy z zawodnikami, których znało się tylko z meczów w telewizji.
Jest trener albo osoba w klubie, od której najwięcej się nauczyłeś?
Zdecydowanie tak. Współpracowałem już z wieloma trenerami i z każdej współpracy mogłem wyciągnąć sporo wniosków. W końcu z niejednego pieca chleb jedli. Moim głównym „Nauczycielem” był jednak poprzedni kierownik naszego klubu Pan Robert Walkiewicz. Przez wszystkie lata mogłem uzyskać ogromną ilość wiedzy na temat przepisów i spraw organizacyjnych w Klubie.
Jak wygląda współpraca z trenerem i zawodnikami podczas meczu? Kierownik musi czasem też „gasić pożary”?
Moja współpraca z trenerami oraz zawodnikami podczas meczów jest na bardzo dobrym poziomie. Bywały trudne sytuacje wynikające z sytuacji w meczu, ale po ostatnim gwizdku przybijaliśmy piątki i zamykaliśmy dany rozdział. Nigdy nie obraziłem się na żadnego trenera czy zawodnika. Z racji tego, że nie grałem w piłkę, nie posiadam złości sportowej, którą czuje się na murawie. Pomaga mi to w łagodzeniu emocji na ławce. Uważam, że jestem jedyną osobą na ławce, która może taki „pożar” ugasić. Wielu kibiców dziwi się, że podczas meczu jest strasznie nerwowo, a ja sobie stoję i kompletnie mnie nie rusza sytuacja na boisku.
Czego można życzyć Tobie oraz drużynie Korony Piaski?
Koronie zdecydowanie utrzymania w IV lidze, o które będzie strasznie trudno. Mnie osobiście proszę życzyć, abym spełniał się w roli kierownika drużyny i konsekwentnie podążał do celu jaki sobie lata temu postawiłem. Dziękuję bardzo za wywiad i pozdrawiam.
Dziękuję za rozmowę.













📸 Fot. Kacper Wojtkowiak / Regionalna Piłka, gostynska.pl



